Jak polscy lekkoatleci rozgrzewają ciało, zanim rozgrzeje ich stadion: motoryka od pierwszego dnia
Jest taki moment w roku, kiedy wstać trzeba jeszcze zanim słońce na dobre zacznie udawać, że jest z ludźmi. Na osiedlowych ulicach pusto, w szatniach jeszcze pachnie zimą, a na bieżni i w hali zaczyna się teatr: bez fajerwerków, ale z ogromnym napięciem. Bo zanim ktokolwiek rzuci granatem czy poleci w sprint, wcześniej trzeba położyć fundament. A fundament ma charakter motoryczny: siła, sprężystość, stabilizacja, tlen, szybkość i to całe “ustawianie” układu nerwowego, żeby w sezonie nie trzeba było wszystkiego nadrabiać w panice.
Jako kibic lubię oglądać gotowe wyniki, ale równie lubię ten mniej efektowny etap. Ten, który nie trafia na telewizyjne powtórki, a jednak decyduje, czy zawodnik na półtora tygodnia przed głównymi startami wygląda jak człowiek, który ma jeszcze w zapasie paliwo, czy jak ktoś, kto już je odkręcił i wypił na treningu.
Dlaczego motoryka w lekkoatletyce jest jak rusztowanie pod wieżę
Motoryka to słowo, które wielu osobom brzmi jak abstrakcja z gabinetu trenera. W praktyce to zbiór bodźców, które przygotowują ciało do pracy pod konkretne wymagania danej konkurencji. Sprinter nie potrzebuje tylko “szybkości”, a skoczek nie żyje samą techniką. W tle zawsze stoi pytanie: czy układ ruchu wytrzyma powtarzalny wysiłek, czy będzie kontrola, czy będzie sprężystość, czy będzie zdolność do regeneracji.
W polskich warunkach dochodzi jeszcze jeden składnik: zimny start. Wiele zespołów rusza z przygotowaniami w okresach, kiedy pogoda potrafi zmienić plan z “biegi w terenie” na “zajęcia na siłowni i bieżni”. Dlatego sensownie układa się okres budowania potencjału. Bo jeśli fundament jest słaby, to technika zaczyna “uciekać” pod obciążeniem, a wtedy nawet najlepiej ułożony plan dnia konkurencji niewiele pomoże.
Jak wygląda przedsezon: najczęściej cztery warstwy przygotowania
Nie ma jednego wzoru dla wszystkich polskich lekkoatletów. Inaczej trenuje kulomiot, inaczej oszczepnik, a jeszcze inaczej średniodystansowiec. Jednak w treningu często widać podobną logikę: najpierw buduje się podstawy, potem podnosi się jakość, następnie przechodzi się w tryb “szybko i konkretnie”, a na końcu dochodzi polerowanie formy tuż przed zawodami docelowymi.
W najogólniejszym układzie można wyróżnić warstwy: wytrzymałość i regeneracyjne bodźce tlenowe, siłę i kontrolę ruchu, elementy szybkościowe oraz pracę ukierunkowaną pod konkurencję. W każdej z nich motoryka jest kluczowa. To nie jest “dodatek”, tylko język, którym ciało rozumie nadchodzący sezon.
Siła nie zawsze oznacza “grubiej”: budowanie mocy i stabilizacji
W okresie przedsezonowym siłownia wraca do łask, ale w sensownym wydaniu. Coraz częściej trening siłowy nie jest już wyłącznie pod ciężary. Liczy się jakość ustawienia, kontrola, praca pośladków i rdzenia, stabilność stawów oraz zdolność do przenoszenia siły na ruch.
W praktyce u sprinterów, skoczków i rzutowców często pojawiają się wzorce ruchowe, które przypominają codzienny ruch… tylko w wersji bardziej wymagającej: przysiad, zawias biodrowy, wypady, podciągania, wypchnięcia, ćwiczenia na tułów. Do tego dochodzi praca antyrotacyjna i stabilizacja kolan oraz skoków, bo w lekkoatletyce “wykręcona” zła pozycja zwykle kończy się szybciej niż zdąży ją skorygować technika na filmie z telefonu.
Sprężystość i zakres ruchu: kiedy ciało ma “oddać” energię

Przed sezonem można mieć świetną siłę, ale jeśli brakuje sprężystości, to energia ucieka. Skoczność, praca ścięgien i elastyczność układu mięśniowo-powięziowego wpływają na każdy start: od dynamicznego odbicia w skoku w dal, przez odruch w sprintach, po zdolność do powtarzania wysiłku w serii rzutów.
W tym obszarze często pojawia się trening plyometryczny i ćwiczenia o charakterze reaktywnym, ale nie “na ślepo”. Zwykle zaczyna się od wersji kontrolowanych, buduje się tolerancję na lądowania i dopiero później zwiększa się intensywność. Właśnie tu wiele drużyn zyskuje przewagę: umieją włączyć sprężystość bez robienia sobie problemów zdrowotnych.
Szybkość wkracza w porę: od techniki do jakości nerwowo-mięśniowej
“Szybkość” to słowo, które kibic rozumie intuicyjnie. Trener rozumie je bardziej precyzyjnie: to zdolność do rekrutacji włókien, precyzja pracy nerwowej, szybkość cyklu skurczów, kontrola rytmu oraz zdolność utrzymania formy przy zmęczeniu.
Przed sezonem nie zawsze robi się od razu sprinty na pełnym gazie. Najpierw przywraca się poprawny wzorzec biegu i uczy mechaniki ruchu. Potem dochodzą krótkie przebieżki o różnym rytmie, ćwiczenia poprawiające start, przyspieszenie i częstotliwość kroków. Dopiero kiedy ciało “przyjmuje” obciążenie, następuje miejsce na wyższe prędkości oraz bardziej wymagające bodźce.
Wytrzymałość tlenowa i “twardy” aerob: fundament, który nie robi show
Średnio i długodystansowe konkurencje mają to na pierwszym planie, ale w praktyce wytrzymałość tlenowa pomaga też sprinterom i skoczkom. To ona umożliwia, że trening objętościowo może być robiony, a organizm ma zasoby do regeneracji. Bez niej łatwo wpaść w pułapkę: jest trochę szybkości, jest trochę siły, ale w kolejnych tygodniach rośnie zmęczenie i spada jakość.
W polskich warunkach często prowadzi się jednostki biegowe w terenie, na bieżni albo w formach przekrojowych, na przykład jazda na rowerze lub trening na ergometrze. Wiem, jak to wygląda z perspektywy kibica: raz człowiek słyszy o “spacerze z kijami”, a tymczasem zawodnik właśnie buduje bazę, dzięki której później będzie mógł biec szybciej, nie znikając po kilku kilometrach. Taki kontrast lubię najbardziej, bo pokazuje, że sport to nie tylko moment w biegu, ale cała droga do tego momentu.
Koordynacja, technika i motoryka: jedno bez drugiego nie istnieje
W lekkoatletyce technika nigdy nie jest “zamrożona”. Ciało się zmienia, rośnie zmęczenie, zmienia się temperatura, inna jest nawierzchnia. Dlatego motoryka jest też narzędziem do utrzymania techniki pod presją. Silny zawodnik łatwiej “trzyma” pozycję w locie, szybki zawodnik ma lepszą mechanikę w fazie przyspieszenia, a osoba z dobrą stabilizacją rdzenia wykonuje pracę precyzyjniej.
W praktyce w przedsezonie często łączy się ćwiczenia koordynacyjne i odruchowe z elementami specyficznymi dla konkurencji. Drabinki, skipy, praca nad rytmem, mini-biegi z zadaniami. To wszystko ma być proste w założeniu, ale trudne w wykonaniu. I tu bywa najwięcej frustracji. Dla kibica to wygląda jak “rozgrzewka”, a dla zawodnika to bardzo konkretna praca nad tym, jak ciało ma strzelać w odpowiednim momencie.
Rola specjalizacji: różne konkurencje, podobny cel, inna droga
Jeśli myślisz, że przed sezonem każdy lekkoatleta robi to samo, to jesteś w błędzie. Zawodnicy różnią się masą ciała, strukturą mięśniową, obciążeniami w stawach, mechaniką ruchu i sposobem generowania mocy. Dlatego planowanie jest tak ważne.
Rzutowcy zwykle więcej pracy wkładają w siłę i mobilność obręczy, pracę tułowia oraz przygotowanie do specyficznych ruchów. Skoczkowie mocniej akcentują sprężystość, jakość lądowań i stabilizację. Sprinterzy i płotkarze stawiają na szybkość, kontrolę pozycji oraz krótsze, bardziej dynamiczne jednostki przeplatane pracą siłową. Średniodystansowcy i biegacze dłużsi mają większą objętość w komponentach tlenowych i przejściowych, ale nadal dbają o motorykę, bo bez niej wzrasta ryzyko kontuzji i spada efektywność biegu.
Kontuzje w tle: jak przedsezon ma je ograniczać, a nie tylko “podkręcać” formę
Przed sezonem nie ma miejsca na romantyzm. Motoryka ma sprawić, że ciało będzie tolerować trening. A to oznacza pracę na granicy, ale w kontrolowanych warunkach: dobra dawka bodźca, progresja, odpowiednia regeneracja i uważność na sygnały z układu ruchu.
Najczęstsze problemy wśród lekkoatletów w tym okresie wiążą się z przeciążeniami: kolana, Achillesa, ścięgna udowe, okolice biodra i stopa. Dlatego w wielu programach pojawiają się ćwiczenia prewencyjne, mobilizacja miejsc przeciążanych i wzmacnianie tkanek, które są najbardziej narażone. Trenerzy często mówią o “robocie ubezpieczeniowej”, choć brzmi to jak żart. W praktyce to element planu, który ma ograniczyć koszty zdrowotne w środku sezonu.
Okresizacja: jak układa się obciążenia, żeby forma nie zniknęła w połowie wiosny
Planowanie to nie jest ustawianie “rosnących ciężarów” w nieskończoność. Okresizacja ma budować potencjał falami, żeby organizm dostawał bodziec, regenerował się i podnosił poziom. W okresie przedstartowym częściej widzi się przeplatane bloki: jeden kładzie nacisk na siłę lub objętość, inny wprowadza intensywność i szybkość, jeszcze inny ma charakter kompensacyjny.
To, co naprawdę robi różnicę, to mikrocykle w tygodniu. Nawet jeśli ogólny plan wygląda dobrze na papierze, to zawodnik jest jednym mięśniem i jedną nerwicą w jednym ciele. Zmęczenie kumuluje się w nocy, po drodze w tramwaju, po stresie, po słabszym śnie. Dlatego motoryka przed sezonem musi iść w parze z zarządzaniem obciążeniem, a nie wbrew niemu.
Jak wygląda typowy tydzień: motoryka, regeneracja i “wysiew” jakości
Nie da się opisać jednej wersji dla całej kadry, ale można pokazać, jak bywa. Zwykle pojawia się dzień z komponentem siłowym, następny z ćwiczeniami szybkościowymi i pracą techniczną, potem jednostka tlenowa lub regeneracyjna, a następnie trening specyficzny dla konkurencji. W środku tygodnia często wplata się bodźce o charakterze koordynacyjnym.
Ważny jest też odpoczynek. Brzmi banalnie, ale często decyduje o efekcie. Znam sytuację sprzed lat: kibicowałem drużynie, która na papierze miała świetny plan. Wyniki przyszły tylko na początku, a później forma siadła. Kiedy trenerzy zaczęli mówić o śnie, dietach i przestaniu “dokładania wszystkiego”, okazało się, że realnym problemem było zbyt małe okno regeneracji. W lekkoatletyce to samo dotyczy motoryki: jeśli plan jest bez przerwy “na moc”, to ciało przestaje uczyć się ruchu, a zaczyna tylko przetrwać.
Stabilizacja i rdzeń: mała rzecz, wielkie konsekwencje
Stabilizacja to temat, który brzmi jak fitness dla ambitnych. W sporcie jednak rdzeń nie jest modny, tylko użyteczny. Podczas sprintu tułów stabilizuje przeniesienie siły, podczas odbicia w skoku umożliwia kontrolę pozycji w locie, a w rzutach pomaga utrzymać linię ruchu w momencie generowania prędkości.
W przedsezonowych programach rdzeń pojawia się w różnych wersjach: planki i warianty, praca antyrotacyjna, ćwiczenia z ciężarem i bez, elementy propriocepcji. Często trenerzy łączą stabilizację z ruchem, żeby nie była to osobna wyspa. Dzięki temu zawodnik “czuje”, jak siła przechodzi z nóg do tułowia i dalej do kończyn. Efekt widać dopiero w starcie, ale zaczyna się w sali.
Mobilność bez przesady: zakres ruchu jako narzędzie, nie cel sam w sobie
Mobilność w okresie zimowym ma sens, ale trzeba ją dozować. Zbyt agresywne rozciąganie może pogorszyć stabilizację, a brak mobilności kończy się tym, że technika zaczyna być “nadpisywana” przez kompensacje. W lekkoatletyce ciało ma działać pod obciążeniem, a nie tylko pod pierzyną.
Dlatego w sensownych planach mobilność jest połączona z aktywacją. Przykładowo: ćwiczenia biodra i obręczy, ale od razu z kontrolą w ruchu dynamicznym. W praktyce jest to praca, która sprawia, że zawodnik lepiej “ustawia się” do sprintu, odbicia czy wyrzutu. Kiedy to działa, motoryka wygląda na zgraną orkiestrę. Kiedy nie, słychać fałsz już na pierwszych rozbiegach.
Technologie i dane: ile to pomaga, a ile przeszkadza
Coraz częściej w przygotowaniu sportowym pojawiają się urządzenia mierzące obciążenie, tempo, skoki, a nawet parametry biegu. Dane mogą być świetnym wsparciem dla trenerów i fizjoterapeutów. Zmniejszają zgadywanie, pozwalają porównywać treningi i szybciej wychwycić, kiedy zawodnik się “spina” albo traci jakość.
A jednocześnie jest haczyk: sport nie jest tabelą w Excelu. Czasem zawodnik jest zmęczony nie dlatego, że ma za dużo obciążeń, ale dlatego, że źle śpi, ma infekcję w tle albo psychicznie nie dowozi procesu. Wtedy dane mogą wyglądać “neutralnie”, a ciało i tak mówi swoje. Dla równowagi trenerzy muszą łączyć pomiary z obserwacją. I to bywa najbardziej ludzkie w tym całym technicznym świecie.
Zasilanie i regeneracja: motoryka potrzebuje paliwa
Jeśli mówimy o przygotowaniu do sezonu, nie sposób pominąć regeneracji i odżywienia. W okresie zimowym wiele osób myśli: “skoro trenujemy mniej w konkurencjach, to kalorie można olać”. W praktyce jest odwrotnie. Motoryka wymaga budowania i naprawy tkanek. To się dzieje kosztem zasobów energetycznych oraz budulca w postaci białka.
W planach często uwzględnia się nie tylko ilość, ale też rozkład posiłków w oknie potreningowym. Do tego dochodzi temat nawodnienia, jakości snu i fizjologii regeneracyjnej. Kibic zwykle nie widzi tych elementów, a jednak w dzień zawodów różnica jest odczuwalna jak guma w nowych butach: niby drobiazg, ale zmienia wszystko. Bez tego motoryka staje się walką o przetrwanie, zamiast budowania formy.
Rola fizjoterapeuty: lepiej zapobiegać niż gonić
Dobry fizjoterapeuta w okresie przedsezonowym to nie jest ratownik po katastrofie. To człowiek, który pracuje wcześniej: rozpoznaje ograniczenia, pomaga w mobilności, ocenia symetrię, monitoruje przeciążenia. Czasem to są proste rzeczy: praca nad napięciem, korekcja sposobu wykonywania ćwiczeń, wkładki lub zmiana w technice lądowań. Innym razem to dłuższa rehabilitacja po mikrourazach.
W polskiej lekkoatletyce ta rola jest coraz bardziej doceniana. I dobrze, bo przed sezonem łatwo “przeładować” układ ruchu. Jeśli ktoś czuje ból w jednym miejscu, to nie znaczy, że to ból jest jedynym problemem. Często to skutek. Fizyka ruchu bywa bezlitosna: przeciążenie w jednym punkcie jest sygnałem o brakach gdzie indziej.
Przykłady z życia kibica: jak rozpoznać, że motoryka robi robotę
Gdybym miał wybrać jeden sygnał, to byłaby nim zmiana jakości ruchu na treningu i w pierwszych startach. Zawodnik, który ma dobre przygotowanie motoryczne, wygląda jakby miał “więcej wody w sprężynach”. Szybciej się ustawia, nie walczy z pozycją, a zmęczenie nie rozlewa się chaotycznie po całym ciele.
Kiedyś na trybunach złapałem się na tym, że patrzę nie tylko na wynik, ale na to, jak zawodnik kończy rozbieg. Czy nogi “uciekają” czy trzyma linię? Czy lądowania są stabilne? Czy w ostatnich powtórzeniach zachowuje rytm? To są drobiazgi, które dla mnie mają większą wartość niż sucha liczba w protokole. Bo ta liczba bywa wypadkową wielu rzeczy, a motoryka jest zwykle jedną z tych rzeczy, które widać w zachowaniu.
Planowanie pod psychikę: forma to też odporność na stres treningowy
Motoryka działa w ciele, ale przygotowanie do sezonu jest też psychiką. Zawodnik w przedsezonie ma tygodnie, w których obciążenia rosną, a komfort spada. Wtedy dochodzi presja, czy “to jest dobre”, czy “na pewno zdąży”. Jeśli trening jest źle podany, stres rośnie, a ciało reaguje jak maszyną bez smaru.
Dlatego sensowna przedsezonowa praca jest przewidywalna. Trenerzy budują strukturę, a zawodnik wie, czego się spodziewać. Ma też jasność, kiedy przyjdą jednostki jakościowe, a kiedy “zwykłe” kilometrowanie lub praca techniczna. W tym układzie motoryka ma spokojniejsze warunki do rozwoju.
Checklisty trenerskie: na co patrzy się zanim sezon “wejdzie na pełne obroty”
W praktyce przygotowanie przed sezonem opiera się na ocenie postępów, a nie na samym wykonywaniu ćwiczeń. Poniższa lista nie jest jedną receptą, ale pokazuje typowe obszary, na które zwraca się uwagę w dobrze prowadzonych programach.
- Jakość techniczna w warunkach zmęczenia (czy ruch się “trzyma” po serii).
- Stabilizacja i kontrola osi (czy nie ma kompensacji w kolanie, biodrze i tułowiu).
- Tolerancja na obciążenie w powtórzeniach (czy kolejna seria nie psuje rytmu).
- Regeneracja: sen, brak narastającego bólu, gotowość do kolejnej jednostki.
- Postęp w elementach motorycznych o charakterze testowym (skokowe, szybkościowe lub siłowe, zależnie od konkurencji).
Najczęstsze błędy przedsezonowe, które kibic widzi “między wierszami”
Nie ma nic bardziej irytującego niż plan, który wygląda sensownie, a potem zaczyna się chaos. Kibic czasem nie wie, co jest w środku, ale widzi objawy. To może być zbyt szybki skok intensywności, brak progresji w siłowni albo przesadne “gaszenie” problemów mobilnością zamiast pracą nad kontrolą.
Innym błędem jest przeciążenie jednocześnie w kilku obszarach: rośnie ciężar, rośnie objętość, rośnie intensywność, a regeneracja zostaje taka sama. Organizm oczywiście to zauważa. W lekkoatletyce konsekwencje przychodzą szybko. Jeśli ktoś już w pierwszych tygodniach przedsezonu ma ciągłe drobne urazy, to zwykle znaczy, że motoryka była budowana zbyt agresywnie, albo brakuje adaptacji tkankowej.
Przygotowanie motoryczne: gdzie kończy się “robota w sali”, a zaczyna start
W pewnym momencie przedsezonu przychodzi przełączenie. Nie znaczy to, że siła i podstawy znikają. Znaczy to, że trening zaczyna bardziej przypominać to, co zawodnik ma robić na zawodach, tylko z kontrolą obciążenia. Pojawia się większa specyfika, krótsze dystanse, wyższa jakość ruchu, a elementy siłowe są podawane tak, by wspierały prędkość, sprężystość i technikę.
To właśnie wtedy widać różnicę między “treningiem dla treningu” a treningiem pod efekt. Dobrze poprowadzona motoryka nie jest celem sama w sobie. Jest narzędziem, które sprawia, że w sezonie zawodnik oddaje energię w odpowiednim momencie i nie płaci za to ceną w regeneracji.
Specjalne akcenty: płotki, rzut, skok i sprint jako inny świat motoryczny
W płotkach motoryka spotyka się z rytmem i koordynacją. Łatwo tu o błędne ustawienia w biodrze i w pracy nóg, jeśli sprinter uczyni swoją szybkość “chaosem”. Dlatego przed sezonem akcentuje się stabilność, powtarzalność kroków i przygotowanie do dynamicznych przejść między płotkami.
W rzutach motoryka ma charakter bardziej “obrotowy” i zależny od osi. Tu siła tułowia i mobilność w obręczy są kluczowe, ale równie ważne jest to, by zawodnik umiał przenosić siłę w ruchu, a nie tylko wyginać ciało. Skoki z kolei w dużym stopniu zależą od jakości lądowania i odbicia. Jeśli sprężystość jest słaba, skoczek będzie “ciężko” wracał na ziemię, a wtedy nawet dobra technika może wyglądać jak składanie origami z mokrego papieru.
Jak kończyć przygotowania: redukcja objętości i ostrzenie jakości
Końcówka przedsezonu zwykle ma mniej “mięsa” w objętości, ale więcej jakości. To etap, w którym zawodnik ma poczuć, że ciało reaguje. Trening jest krótszy, bardziej intensywny, ale z mądrą kontrolą zmęczenia. Zamiast budować wszystko od nowa, bardziej się to naprawia i stroi.
W tej fazie motoryka wchodzi w tryb “przypominania”, a nie budowania od zera. Mięśnie mają być gotowe, ścięgna obciążalne, a układ nerwowy przygotowany na szybkie reakcje. I choć kibic może widzieć tylko, że zawodnicy biegają “krócej”, to oni w głowie pracują nad tym, by start był efektywny.
Co zostaje w zawodniku po zimie: motoryka jako nawyk, nie jednorazowy wyskok
Najciekawsze jest to, że dobra motoryka zostawia w zawodniku coś więcej niż tylko formę na kilka tygodni. Zostawia nawyk ruchu: stabilny tułów, lepszą sprężystość, kontrolę lądowania, przewidywalny schemat biegu. W sezonie często słychać, że ktoś “lepiej czuje ciało”. To zwykle efekt pracy motorycznej wykonanej przed startami.
Przedsezon to jak nauka obsługi instrumentu. Można zagrać pierwszą melodię na próbie, ale jeśli nie ma techniki w rękach, to w koncercie zabraknie precyzji. Motoryka jest tą techniką, tylko w wersji dla ciała. A gdy jest dobrze zbudowana, zawodnik ma w sobie spokojniejszą odwagę. Nie walczy z każdym krokiem. Wykonuje zadanie.
Przygotowanie motoryczne polskich lekkoatletów przed sezonem jako proces, którego nie widać w highlightach
W mediach częściej pokazuje się moment startu, pierwsze loty i rzuty dalekie w strumieniu komentarzy. Motoryka działa w cieniu, w hali, w ciszy po treningu, w drodze powrotnej i w logice planu, która ma sens nawet wtedy, kiedy forma nie rośnie z dnia na dzień. W polskiej lekkoatletyce ten proces bywa nierówny, bo warunki, budżety i zasoby różnią się między grupami. Ale sama idea jest czytelna: bez fundamentu sezon zaczyna się od sprintu z przeszkodami, zamiast od płynnego narastania.
Jeśli miałbym zostawić czytelnika z jedną myślą, to taką: dobrą motorykę czuć wtedy, gdy nagle trzeba dowieźć jakość mimo zmęczenia. Wtedy widać, że ciało ma zapas kontroli, a nie tylko ochotę do biegania. To właśnie robi różnicę między “dobrym okresem przygotowawczym” a sezonem, który naprawdę działa aż do kluczowych startów.
Sezon zaczyna się w zimie: kiedy fundament zaczyna oddawać energię
W końcu przychodzi ten moment, gdy zawodnicy wychodzą na stadion i robią pierwsze rzeczy, które lubimy najbardziej. Sprinty, rozbiegi, loty, serie rzutów. I wtedy kibic widzi coś, co trudno opisać słowami: ruch wygląda lekko mimo wysiłku, a decyzje w technice są pewniejsze. To nie magia. To wynik pracy, którą wykonano wcześniej, zanim ktokolwiek odpalił kamerę.
Przedsezon to mniej spektaklu, więcej rzemiosła. Motoryka jest właśnie tym rzemiosłem. Buduje odporność, sprężystość, siłę i jakość nerwowo-mięśniową. A gdy to zostanie zrobione mądrze, zawodnik ma szansę nie tylko dobrze wystartować, ale też utrzymać formę wtedy, gdy presja rośnie i każdy kolejny start jest trochę trudniejszy niż poprzedni. I o to, w gruncie rzeczy, chodzi w całym tym sportowym “zimowaniu”.
